Taksówkarze dowożą coraz więcej długów – już blisko 60 milionów złotych
W Polsce sukcesywnie ubywa tradycyjnych taksówek, a rynek coraz bardziej przesuwa się w stronę aplikacji i platform przewozowych. Jednocześnie dane Krajowego Rejestru Długów pokazują, że zaległości finansowe przedsiębiorców prowadzących działalność taksówkarską idą w górę. Obecnie 2,6 tys. dłużników ma do oddania blisko 60 mln zł, o 3,5 mln zł więcej niż rok temu. Rosnące koszty działalności i utrzymania auta szczególnie mocno obciążają te firmy, które już wcześniej miały problemy z płynnością.

Jeszcze w sierpniu 2025 r. nieuregulowane zobowiązania taksówkarzy wynosiły 55,7 mln zł. Od tego czasu wzrosły do 59,2 mln zł, podobnie jak średnie zadłużenie – w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zwiększyło się o 2,2 tys. zł i obecnie sięga 22,7 tys. zł. Jedyna wartość w bazie danych KRD, która nieco zmalała, to liczba dłużników – ubyło ich o 4 proc., tj. o 105 firm.
– W rejestrze jest mniej zadłużonych firm taksówkarskich niż rok temu, ale te, które w nim zostały, mają coraz większy problem. Może to oznaczać, że część przedsiębiorców spłaca mniejsze zaległości i znika z rejestru, a pozostają w nim firmy, których kłopoty są głębsze i trwają dłużej. Wtedy każdy stały koszt, jak rata leasingowa za samochód, ubezpieczenie czy paliwo, jeszcze mocniej obciąża płynność. W efekcie grono dłużników może się kurczyć, a wartość ich zaległości nadal rosnąć.
Adam Łącki,prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej
Aplikacje wypychają z rynku tradycyjnych taksówkarzy
Rynek taxi w ostatnim dziesięcioleciu uległ głębokiej transformacji po tym, jak na polskich ulicach, oprócz zawodowych, licencjonowanych taksówkarzy, pojawili się kierowcy wykonujący zlecenia przewozów w ramach aplikacji. Z analizy opracowanej przez wywiadownię gospodarczą Dun & Bradstreet wynika, że na początku 2026 r. w Polsce działało ok. 49 tys. firm po tym, jak w 2025 r. zniknęło ich ponad 1,6 tys. W pierwszej połowie 2026 r. z rejestru wykreślono kolejne 1,2 tys. W większości są to jednoosobowe działalności, ale z rynku znikają też całe korporacje.
Coraz większą rolę odgrywają bowiem platformy przewozowe i współpracujący z nimi partnerzy flotowi. Partnerzy ci umożliwiają legalną pracę bez zakładania własnej działalności gospodarczej, zajmując się rozliczeniami, podatkami oraz licencjami wymaganymi w przewozach. Kilka lat temu licencjonowani kierowcy taxi mocno protestowali przeciw aplikacjom, wskazując, że konkurencja nie odbywa się na równych zasadach. Oni sami musieli spełniać liczne wymogi administracyjne i ponosić związane z nimi koszty, podczas gdy „kierowcy z aplikacji” działali w mniej restrykcyjnym modelu.
Spór doprowadził do zmian w przepisach. W 2020 r. weszło w życie tzw. lex Uber, które nałożyło na kierowców platform obowiązek posiadania licencji. Kolejna nowelizacja, obowiązująca od dwóch lat, wprowadziła wymóg posiadania polskiego prawa jazdy.
Mimo tych zmian protesty nie ustały. Tradycyjni taksówkarze nadal domagają się dokładniejszych kontroli licencji na platformach, skuteczniejszej weryfikacji kierowców spoza UE oraz ograniczenia roli pośredników.
Koszty dociskają małe firmy
W bazie danych KRD najliczniejszą grupę podmiotów taksówkarskich stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Jest ich 1,9 tys. – to niemal 3/4 wszystkich dłużników taxi. Ich zaległości wynoszą 33,3 mln zł, czyli 56 proc. całej kwoty branży. Przeciętnie na jeden podmiot przypada 17,4 tys. zł. Natomiast wśród przedsiębiorstw będących spółkami prawa handlowego jest 692 dłużników, ale mają do oddania aż 26 mln zł. Ich średnie zadłużenie sięga 37,6 tys. zł, a więc ponad dwa razy więcej niż JDG-ów.

Na wynik jednoosobowego przedsiębiorcy taxi wpływają m.in. koszty paliwa, które w lipcu wyraźnie wzrosły. Jak wskazuje szybki szacunek GUS, inflacja konsumencka, czyli wskaźnik ukazujący średnią zmianę cen towarów i usług kupowanych przez gospodarstwa domowe, wyniosła wówczas 3 proc. rok do roku. Największy wpływ na ten wzrost miały paliwa – ich ceny były o 15,8 proc. wyższe niż rok wcześniej i o 13,9 proc. niż w czerwcu. Dla taksówkarzy oznaczało to zwiększenie jednego z podstawowych kosztów prowadzenia działalności, będące bezpośrednim skutkiem wygaśnięcia z końcem czerwca rządowego programu Ceny Paliw Niżej i powrotu do 23-procentowej stawki VAT. Częściowym ratunkiem okazała się dopiero reaktywacja programu od 17 do 31 sierpnia, kiedy to rząd zdecydował o ponownym, czasowym, obniżeniu stawki VAT na benzynę oraz olej napędowy do 8 proc.
Wpływ na stan finansów taksówkarzy mają jednak nie tylko koszty paliwa i grono klientów, ale także obciążenia niezależne od liczby wykonanych kursów. ZUS podaje, że w 2026 r. przedsiębiorca bez ulg płaci miesięcznie co najmniej 1788,29 zł obowiązkowych składek społecznych wraz z Funduszem Pracy i Funduszem Solidarnościowym, bez składki zdrowotnej. Rok wcześniej było to 1646,47 zł, co oznacza wzrost o 8,6 proc. Do tego dochodzi osobno składka zdrowotna, której wysokość zależy m.in. od formy opodatkowania.
Auto ciąży bardziej niż paliwo
Analiza zadłużenia pokazuje, gdzie zebrały się największe zaległości. 45 proc. całego długu, czyli 26,4 mln zł – firmy taksówkarskie są winne firmom zarządzającym wierzytelnościami. Następne w kolejce do odzyskania pieniędzy są firmy leasingowe, które czekają na 13,1 mln zł, co stanowi ponad 1/5 proc. całego zadłużenia. Z kolei operatorzy telefoniczni oraz dostawcy Internetu powinni otrzymać 3,8 mln zł, a towarzystwa ubezpieczeniowe 7,7 mln zł. Dla porównania - firmy paliwowe mają do odzyskania 785 tys. zł.
– Leasing jest bardzo popularnym sposobem finansowania samochodów, dlatego wraz z liczbą umów rośnie też liczba klientów, którzy mają problem ze spłatą rat. Firmy leasingowe zwykle reagują już przy pierwszych opóźnieniach i próbują porozumieć się z klientem. Jeśli jednak zaległości narastają i umowa zostaje wypowiedziana, najważniejsze staje się odzyskanie przedmiotu leasingu. W przypadku taksówkarzy jest to najczęściej samochód, czyli podstawowe narzędzie pracy. Gdy firma traci płynność, zaległe raty i inne koszty związane z autem mogą szybko urosnąć do dużych kwot. Zwłaszcza w małym biznesie, gdzie możliwości przeczekania gorszego okresu są ograniczone.
Jakub Kostecki,wiceprezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso
Mali dominują liczebnie, więksi kwotowo
Dłużnik-rekordzista to firma z Warszawy, która ma do oddania 2 mln zł. Z tej kwoty 1,5 mln zł przypada na leasing, a 438 tys. zł na ubezpieczenia.
Regionalnie najwięcej zaległości skupia się na Mazowszu – 16,8 mln zł, czyli blisko 30 proc. długu branży. Kolejne są województwa pomorskie z 7,6 mln zł, dolnośląskie z 6,5 mln zł i śląskie z 6,1 mln zł.
Pogarsza się ocena rzetelności branży taksówkarskiej. Najnowsza Analiza wiarygodności płatniczej, przeprowadzona w lipcu przez KRD, pokazuje, że 90,3 proc. działających na rynku firm znalazło się w grupach A,B,C, oznaczających najwyższą wiarygodność wobec 92,1 proc. rok wcześniej. Jednocześnie udział podmiotów pośrednich, z grup D i E, wzrósł z 3,3 proc. do 4,6 proc., a tych ocenianych najsłabiej, należących do grup F, G i H – z 4,6 proc. do 5,1 proc. Widać więc, że choć zdecydowaną większość firm nadal cechuje wysoka wiarygodność płatnicza, to przybywa tych, z którymi współpraca może okazać się ryzykowna.
Taksówkarze też czekają na zapłatę
Branża taxi jest również wierzycielem. Inne sektory mają wobec niej 2,7 mln zł zaległości. Najwięcej przypada na budownictwo – ok. 547,3 tys. zł, przetwórstwo przemysłowe – 520,2 tys. zł oraz handel – 469,9 tys. zł.
Nie jest to „dług netto” branży i tych kwot nie można po prostu odjąć od 60 mln zł. Pokazują one jednak, że część firm taksówkarskich, obok własnych problemów z płatnościami, sama czeka na pieniądze od kontrahentów.