INFOLINIA: 71 74 74 700
czynna pon.-pt. 7:30–18:00
(Infolinia ogólna Kampanii KRD)

Skontaktuj się z nami

Informacje prasowe

decorative image
Wtorek, 31 marca 2020 r.
Niepewna przyszłość handlowców
Od lutego 2020 roku zadłużenie branży handlowej wzrosło o 130 mln złotych i wynosi już ponad 2 mld zł. Suma należności rośnie również w sektorze spożywczym. Tak wynika z bazy danych Krajowego Rejestru Długów. Obserwatorzy zastanawiają się teraz, jak na sytuację przedsiębiorców wpłyną, spowodowane obecnością w Polsce wirusa COVID-19, mniejszy ruch w sklepach, ograniczenie zakupów do produktów pierwszej potrzeby oraz zamknięcie galerii handlowych.
Krajowy Rejestr Długów śledzi na bieżąco sytuację w poszczególnych branżach. Na przestrzeni półtora miesiąca suma należności wzrosła od 1,8 mld zł na początku lutego do ponad 2 mld zł (stan na 19 marca 2020 r.). Wzrosty zadłużenia w handlu już teraz można uznać za niepokojące, a warto zaznaczyć, że dane dotyczą tylko okresu sprzed wybuchu epidemii w Polsce.

Zamknięcie galerii handlowych

W wydanym 20 marca 2020 r. rozporządzeniu w sprawie ogłoszenia stanu epidemii Minister Zdrowia wskazał, że wprowadzone ograniczenie sprzedaży w galeriach (obiektach o powierzchni powyżej 2000 m2) dotyczy m.in działalności opartych na handlu odzieżą, tekstyliami, obuwiem i wyrobami skórzanymi, meblami, sprzętem oświetleniowym, sprzętem RTV oraz księgarni. Dla tych branży epidemia stanowić będzie największe wyzwanie. Otwarte pozostały z kolei m.in. sklepy z artykułami spożywczymi, kosmetycznymi, artykułami toaletowymi oraz środkami czystości.

Sklepy stacjonarne z odzieżą czy obuwiem, zwłaszcza te zlokalizowane w galeriach handlowych, mają zastój. Ich właściciele wysłali pracowników do domu, ale muszą im zapłacić pensje. Dodatkowo nie wiadomo, co zrobić z towarem, który już został zamówiony lub zalega w magazynie po poprzednim sezonie. Trudno go będzie teraz sprzedać. Już ruszyła internetowa wyprzedaż z rabatami sięgającymi 50% po to, żeby utrzymać płynność finansową. Za moment mogą dojść kolejne problemy związane z wypłatami, zatrzymaniem produkcji, czy blokadą transportu. Na to jednak, by ocenić, jaki wpływ na branżę ma epidemia będziemy musieli poczekać kilka tygodni.

Adam Łącki
prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów
Jednym z rozwiązań w danej sytuacji jest przestawienie się na tryb sprzedaży internetowej. Ponieważ ludzie boją się chodzić do sklepów rekordy popularności biją teraz platformy do sprzedaży w sieci, zwłaszcza w sektorze spożywczym i chemicznym (środki czystości). Nie wiadomo jednak, jak długo się to utrzyma.

Możemy zakładać, że jeśli obecne ograniczenia będą się przedłużać, część firm będzie miała problemy, żeby wywiązać się w terminie ze spłatami swoich należności. To z kolei może spowodować powstanie zatorów i płatniczych i reakcję łańcuchową na rynku. Problemy jednego przedsiębiorcy odbiją się na działalności kolejnych handlowców.

Adam Łącki
prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów
Koniec szału zakupowego

Jak informują eksperci Krajowego Rejestru Długów pod kreską są też producenci artykułów spożywczych i napojów: na początku lutego zadłużenie w tym sektorze wynosiło 119 mln zł, na początku marca 126 mln zł, a 19 marca już 2 mln zł więcej.

Gdy wirus COVID-19 dotarł do Polski, Polacy masowo ruszyli do sklepów, żeby zrobić zapasy. Największym beneficjentem „gorączki zakupów” są z pewnością producenci żywności z dłuższym terminem ważności, np. makaronów, konserw lub kaszy. Te produkty cieszyły się bowiem największym zainteresowaniem. To jednak już za nami.

Zagrożeniem dla sektora spożywczego mogą być jednak problemy innych branży, np. transportu i logistyki. Może się bowiem okazać, że pomimo stałego zapotrzebowania ze strony Polaków dostęp do produktów będzie ograniczony ze względu to problemy z dostawami. Teoretycznie w lepszej sytuacji znajdują się obecnie właściciele mniejszych sklepów. Po pierwsze można w nich uniknąć tłoku i zazwyczaj są ulokowane blisko, więc idealnie nadają się na szybki wyjście po najbardziej potrzebne produkty. Po drugie ze względu na to, że Polacy częściej robią w nich zakupy bieżące, trudniej o sytuację, w której czegoś tam zabraknie.

Na razie małe sklepy wykazują cały czas wyższą o ok. 10% sprzedaż, niż przed wybuchem epidemii, ale wkrótce wyzwaniem dla nich może być odpowiednia liczba pracowników. Sektor spożywczy jest jedną z tych gałęzi przemysłu, której nie można w pełni obsługiwać zdalnie pracując z domu. Jeśli okaże się, że w małym sklepie zakażeniu ulegnie jeden pracownik, to kwarantannie trzeba będzie poddać też pozostałych. I może się okazać, że sklep trzeba będzie zamknąć, bo nie będzie miał w nim kto sprzedawać. Tymczasem supermarkety mogą pozwolić sobie na rotację załogi.

Należy pamiętać, że rynek to system naczyń połączonych. O ile przedsiębiorcy zajmujący się handlem spożywczym i kosmetycznym faktycznie odnotowali wysoką sprzedaż, co widać było kilka dni temu, kiedy sklepowe półki świeciły pustkami, a Polska Izba Handlu zapewniała, że żadnego towaru nie zabraknie, to branża nie jest zależna tylko od siebie. Ograniczenia związane z logistyką i ruchem granicznym mogą doprowadzić do przerwania łańcucha dostaw, co z kolei bezpośrednio odbije się na kondycji całego sektora.

Aadm Łącki
prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów
Mglista przyszłość

W zeszłym tygodniu Sejm przyjął specjalną ustawą pomocową gwarantującą części przedsiębiorców m.in. zwolnienie na 3 miesiące z konieczności opłacania składek ZUS dla części mniejszych firm (zatrudniających do 9 osób) oraz współfinansowanie pensji pracowników objętych przestojem lub obniżonym wymiarem. Kiedy ustawa wejdzie w życie? Nie wiadomo. Dokument trafił teraz do Senatu, który już zapowiedział przedstawienie własnej propozycji pakietu pomocowego, co na pewno dodatkowo wydłuży cały proces. W efekcie na jakiekolwiek wsparcie ze strony państwa przyjdzie przedsiębiorcom jeszcze poczekać.

Już dzisiaj eksperci zastanawiają się również, jak obecna sytuacja wpłynie na zmianę nawyków konsumentów. Odpowiedzi na te pytania poznamy pewnie dopiero za kilka miesięcy. Może się okazać, że w okresie licznych wyprzedaży po zakończeniu zbiorowej kwarantanny będziemy świadkami kolejnego szału zakupowego. Oczywiście do sklepów ruszą tylko ci, którzy będą mieli na to pieniądze. Ilu ich zostanie? Tego na razie nie wiemy.